poniedziałek, 5 maja 2014

Dojenie

Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. To nie moje, a z Ewangelii. Takimi słowami Jezus przywitał tłum ludzi, który zawitał na drugi brzeg. Przyszli do Pana niekoniecznie dla Niego samego, przyszli, bo widzieli, że przy Nim raczej nie zabraknie świeżutkiego chleba, a pewnie i nie tylko chleba, lecz i dżemu i szynki, rozwiązanych spraw. Jezus, jako dobry wujek z Ameryki, który rzuci trochę dolarów, a świat i życie staną się bajką. Iluzja. Mierzę jakość modlitwy. Mojej własnej. To prawda, że przez te lata zmieniła się diametralnie. Mniej w niej mnie samego. Pomagają mi ludzie, którzy zasypują prośbami, prosząc, abym pamiętał o nich, polecał Bogu, gdy znajduję czas na zatrzymanie, a w zatrzymaniu na spotkanie z NIM. Opowiadam więc o nich. Opowiadam o sprawach Kościoła, ludzkiego cierpienia, biedy. Mówię o różnych wydarzeniach, sytuacjach, tych zrozumiałych, trudnych, pokręconych. Czasami stawiam tylko pytania. Szukam jednak czasami Jezusa jako gwaranta moich małych sukcesów. A to powodzenie na egzaminie, udana rozmowa, bezpieczna podróż, trochę radości. Nie można? Można. Modlitwa jednak nie może być dojarką, a ja rolnikiem, który bezlitośnie wydoi Chrystusa dla mleka. Nie liczy się mleko. Liczy się On. Zdany egzamin, powodzenie, dobre zdrowie... cudownie, ale bez wiary, bez relacji z Jezusem, bez Jego bliskości, stracą smak, walor i radość. Padły słowa o egzaminie. Kolejny za mną. Wyniki za dwa tygodnie, bo muszą go sprawdzić trzej niezależni profesorowie. Człowiek coraz starszy i coraz bardziej to wszystko przeżywa. Reszta włosów wypadnie, zmarszczek przybędzie. Kilogramy tłuszczu na szczęście się spalają. Dlatego spalania warto studiować.  
Foto: http://www.witcom.com/sp/_sp/files/immagini/siccita.jpg
piątek, 2 maja 2014

Gdyby nie Judasz


Jan, najmłodszy z Apostołów, podczas Ostatniej Wieczerzy, był najbliżej swojego ukochanego Mistrza. To nie był tylko podziw, to nie sama fascynacja. Kochał swoją miarą. Kochał i tyle. Nie wstydził się krępującego i dziś pewnie dwuznacznego gestu – głowy spoczywającej na piersi Pana, ucha przyłożonego do serca, które już wiedziało i już drżało. Niedaleko Piotr, powaga i opoka.

Z ust Jezusa padają słowa bulwersujące, że oto jeden z Dwunastu jest zdrajcą. Po trzech latach wspólnego życia, po realnym doświadczeniu mocy Jezusa, Jego dobra, słów łamiących prawa natury i opór grzechu, zmieniających człowieka… Czy zdrada jest możliwa? Piotr podpuszcza Jana, w końcu jest tak blisko, by dowiedział się o kogo chodzi. O kogo? Usłyszeli wyraźnie odpowiedź Mistrza. Zdrajcą jest ten, któremu Jezus podał kawałek CHLEBA.

Widzieli, komu podaje. Widzieli, jak zmieniła się twarz Judasza. Widzieli, że wyszedł. Dlaczego nie zareagowali? Nikt nie próbował z nim porozmawiać. Nikt za nim nie wybiegł. Obojętność? Wiedzieli, że jest złodziejem. Próbowali wcześniej pomóc, zamienić chociażby słowo? W jaki sposób Judasz żył i funkcjonował wśród swoich, we wspólnocie? Jak traktowali go współbracia? Chociaż to słowo: współ-BRAT – wydaje się wypowiedziane na wyrost. Z bratem jest łączność, jest jakiś duchowy zrost, zrozumienie, reakcja, pomoc. A tu nic.

Doskonała wspólnota uczniów Jezusa. Widzą jakoś Mistrza, nie widzą obok człowieka. Historia? Ciąg dalszy. Wspólnoty uczyli się do końca życia. Ponieśli stratę. Stracili czyjeś życie. Jesteśmy mądrzejsi?

NOWA STRONA: www.tusosna.net
środa, 30 kwietnia 2014

Usłyszeć głębiej

Leisure

Próbuję wystukać, wyryć w moim mózgu wszystko to, co wiąże się ze świętością kanonizacyjną: pojęcia, historię, teologię i procedury. Poznaję przy tym wszystkie możliwe dokumenty, wchodzę w praktykę Kongregacji. Mamma mia! Trudno się przebić. Trudno zostać świętym kanonizowanym. Egzamin jednak zdać trzeba. To nie byle jaki egzamin. Taki bardziej z kunsztem i prestiżem. Gdybym w miejscu mojego pobytu zsumował wszystkie usłyszane dowcipy, powstałaby całkiem opasła w strony seria. Gdybym nagrywał codziennie powracające rozmowy dotyczące piłki nożnej, innych dyscyplin sportu czy świata polityki, nie nadążałbym z kupowaniem baterii do dyktafonu. Policzyć godziny przegadane o pierdołach, o newsach zakrawających o szmatławce, takie przy okazji czegoś, bądź bez okazji i z wielką dozą pustki... z ich sumą nawet Einstein miałby problem. Pomijam fakt, że tracimy zdolność rozmów głębokich, dotykających najczulszych strun życia. A może nigdy takiej zdolności nie posiedliśmy lub nie chcieliśmy się jej nauczyć. Ale trudno mi pominąć, że rzadko słyszę słowa, które niosą treść Ewangelii. Wezwani do jej głoszenia, nie głosimy, omijamy, nie słyszymy, nie dzielimy się. A przecież ktoś musi mi przypomnieć, gdy po raz drugi nakładam sobie pastę na talerz, gdy zaczytałem się Kodeksem, gdy straciłem humor, gdy nie wyszło znowu to i owo, że Bóg tak umiłował świat, tak umiłował mnie, że posłał na świat i do mnie swojego Syna, wydał Go, pozwolił umrzeć i zmartwychwstać, bym wstał, żył, nie tracił nadziei. Tak, przeczytać mogę o tym u świętego Jana. Chciałbym też jednak je usłyszeć nie tylko od niego. A obok nich i inne... że tak Bóg umiłował świat, że i mnie posłał, by świat, ten mały i mój  świat, uwierzył i zaczął żyć.

NOWA STRONA www.tusosna.net

Popularne posty

Liczydło

Obserwatorzy

Kim on jest?

Moje zdjęcie
Πρεσβύτερος, czyli starszy. Anachoreta w Wiecznym Mieście. Współprojektant życia. Αγαπημένη από το Θεό.